wtorek, 9 sierpnia 2016

 Chantal powoli otworzyła oczy. Ból z tyłu głowy nie pozwalał jej normalnie funkcjonować. Zamrugała kilkakrotnie starając się, aby oczy przyzwyczaiły się, do panujących w pomieszczeniu, ciemności. Mimo starań wcale się to nie udało. Westchnęła zrezygnowana i dopiero po chwili dotarło do niej, że nie jest sama. Zamknęła oczy aby zlokalizować osobę, która z nią była. Usłyszała brzdęk łańcuchów i szybko podniosła.

Chantal ukradkiem zlustrowała go wzrokiem próbując dostrzec w nim wroga bądź przyjaciela. Zatrzymała spojrzenie na szczupłych palcach kurczowo zaciśniętych na rękojeści od dziwnego, świecącego się przedmiotu. Przykuł jej uwagę na tyle, że przestała ukrywać, że się w niego wpatruje. Mężczyzna uśmiechnął się po czym uniósł rękę do góry. Szybko ją opuścił sprawiając, że bat, na którym zaciskał dłoń walnął o marmurową posadzkę roztrzaskując ją na kawałeczki w miejscu uderzenia. Ponownie spojrzała na korpus i wstała odsuwając się od nieznajomego.
- Pani. - Mężczyzna padł na kolana puszczając bat i pochylając głowę.Zamarła. Patrzyła na nieznaną twarz. Dlaczego wypowiedział się w taki, a nie inny sposób? Dlaczego się skłonił? Padł przed nią na kolana. Wzięła głęboki oddech niepewnie stawiając kroki w stronę przybysza.
- Uratowałeś mi życie?
Podniósł głowę i dopiero teraz ujrzała jego świecące na złoto oczy. Gdzieś już je widziała.







Odgłos kroków sprawił, że nieznajomy szybko wstał sięgając po swoją broń a kiedy włożył go do kieszeni zniknął równie szybko jak się pojawił.
- Dziecinko. W końcu się obudziłaś... będę mógł zrobić z Ciebie jakiś pożytek. Widzę, że fajnie sobie poradziłaś z klonem przyjaciółki.
Szorstki głos i pewny siebie krok świadczył tylko o jednym. Jej prześladowca powrócił, jednak nie sam. Za nim stały dwie postacie i mimo, że było ciemno mogła dostrzec, że obie postacie były niższe od mężczyzny z długimi blond włosami. Co się tu dzieje? Gdzie trafiła?
- Mój braciszek był głupi zostawiając Cię samą w domu. Bardzo głupi.
Dziewczyna odwróciła się w poszukiwaniu osoby, która wcześniej jej pomogła. Kiedy tylko Vincent zrobił krok do przodu ona szybko się cofnęła. Dwie postacie stojące za mężczyzną szybko go wyprzedziły i skoczyły szykując się do ataku, jednak zostały obrócone w proch, który posypał się niczym deszcz na ciało Chantal.
- Vincent... Jesteś zabawny. Odsuń się, albo spotka Cię podobny los.
W wejściu stała średniego wzrostu, ciemnowłosa dziewczyna, która kulą ognia oświetlała swoją spokojną twarz. Była wpatrzona w blondyna, zupełnie nie zwracała uwagi na Chantal. Młodzieniec odsunął się odsłaniając rudowłosą. Gość zacisnęła jedną 

sobota, 19 września 2015

00. W otchłani.

       Chantal powoli otworzyła oczy. Ból z tyłu głowy nie pozwalał jej normalnie funkcjonować.  Zamrugała kilkakrotnie starając się, aby oczy przyzwyczaiły się, do panujących w pomieszczeniu, ciemności. Mimo starań wcale się to nie udało. Westchnęła zrezygnowana i dopiero po chwili dotarło do niej, że nie jest sama. Zamknęła oczy aby zlokalizować osobę, która z nią była. Usłyszała brzdęk łańcuchów i szybko podniosła. Z ciemności, tuż przed nią wyłaniała się blada twarz. Jasne, niczym lód oczy przeszywały rudowłosą. Nieznajoma zaczęła szybko poruszać ustami. Początkowo Chantal nie zdawała sobie sprawy co się dzieje. Dopiero po chwili zrozumiała, że z ust dziewczyny wydobywają się cztery zdania, które w kółko powtarza.

" — Mały chłopczyk - śliwkę zjadł: zaraził się cholerą trupem padł.
Chłopiec większy - gniazdo mewy: urwała się lina, żałobne śpiewy.
Pudło z farbami - dziewczynka mała: polizała pędzel, aniołkiem się stała.
Dzieci piszczą wniebogłosy: Jenkin wszystkie pożre w nocy. — "
       Chantal próbowała się odsunąć, ale zrozumiała, że nieznajoma ściska jej nadgarstki starając się przysunąć dziewczynę do siebie. Cały czas powtarzała dziwną rymowankę. Kim była? Dlaczego chciała zrobić jej krzywdę? Dziewczyna miała już dość wierszyka, pragnęła tylko jednego, aby nieznajoma przestała go powtarzać.
Dziwny dźwięk przerwał szept. 
Krople krwi wpadły do oczu Chantal, na chwilę ją oślepiając. 
Bezgłowy korpus nieznajomej klęczał wyciągając blade, chude ręce w jej stronę.
Chantal podniosła głowę, aby ujrzeć nad nieznajomą
 swojego WYBAWCĘ.



———————————————

— Więc mam już prolog nowego opowiadania. Jestem z niego zadowolona a bardzo rzadko jestem zadowolona z tego, co sama napiszę. Mam nadzieję, że nie tylko ja się cieszę z powodu pojawienia się czegokolwiek na tym blogu ;) 
Pozdrawiam bardzo serdecznie i czekam na waszą opinię. —

Obserwatorzy